Państwo i Prawo
Dobijanie aptekarzy z powodów nikomu nie znanych
Jerzy Wysocki 30.10.2020

Jak powszechnie wiadomo, rządząca formacja musi mieć wrogów, by z nimi toczyć spektakularne bądź hybrydowe bitwy. Wrogiem były zaatakowane przez kornika drzewa w Puszczy Białowieskiej, farmy wiatrowe dające czystą energię, radiowa Trójka puszczająca zakazane piosenki, stadniny polskich koni, lekarze nie dość zaangażowani w walkę z COVID-em, hodowcy zwierząt futerkowych.

 

Dzisiaj o tym, jak od ponad trzech lat władza walczy z aptekami, jak sprytnych metod używa, by liczba tych placówek malała, a ceny leków rosły. W rankingu absurdalnych wojen ta staje się faworytem do medalu, ale po kolei.

Zaczęło się ponad trzy lata temu od ustawy popularnie zwanej „apteka dla aptekarza”. Zakłada ona, że nową aptekę może założyć wyłącznie osoba, która jest farmaceutą, nowe apteki mogą przypadać na co najmniej 3 tysiące mieszkańców, farmaceuta – przedsiębiorca nie może posiadać więcej niż jeden procent aptek w danym województwie, odległość nowego punktu od już istniejących musi wynieść minimum 500 metrów. Po wejściu w życie tych regulacji liczba aptek w Polsce spadła o 1 500, a więc wróciliśmy do stanu z 2012 roku. Co miesiąc zamyka się ok. 50 aptek. Mniejsza konkurencja, wyższe ceny. Tylko w tym roku ceny nierefundowanych leków na receptę wzrosły o 7 procent. Czyli o taki mniej więcej procent, o jaki spadła liczba aptek.

O ile można jakoś tam zrozumieć ograniczenia w sprzedaży alkoholu, w przypadku leków sensu nie widać. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to dobrze, że aptekę ma aptekarz – farmaceuta. Niby daje to poczucie bezpieczeństwa, ale przecież przychodnię czy klinikę może założyć każdy, natomiast ministrem zdrowia jest obecnie doktor co prawda, ale… ekonomii, a nie nauk medycznych. Reglamentacja liczby aptek; tu nawet pozornego sensu nie można się doszukać. Przykład, województwo podlaskie. Nie wiemy, ile tam działa punktów sprzedaży alkoholu, ale aptek może być 394. Tak zdecydował Wojewódzki Inspektor Farmaceutyczny. Jak już wiemy, na terenie województwa jedna firma może mieć zaledwie 1 procent aptek. A więc w tym przypadku, cztery. Grupa Pelion, prowadząca sieć aptek Dbam o Zdrowie, przejęła w sumie 12 podmiotów prowadzących 16 aptek. Pelion przejął, a nie „bezprawnie” otworzył. Jednak interpretacja przepisów przez Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego może doprowadzić do likwidacji 12. już istniejących i posiadających stosowne zezwolenia, aptek. Wychodzi na to, że właściciel apteki ma bardzo ograniczone możliwości dysponowania swoim majątkiem. Nie może sprzedać swojej apteki podmiotowi, który ma już cztery takie placówki. Precyzyjniej, sprzedać może, ale nabywca będzie musiał ją zamknąć. 

Tak przy okazji, Pelion to polska firma, którą na początku lat 90. stworzył i rozwinął Jacek Szwajcowski. Zaczynał od rozwożenia leków polonezem. Premier Morawiecki deklarował, że celem jest zwiększenie udziału polskiego biznesu w gospodarce. W tym przypadku jego rząd zmniejsza ten udział. 

Podobnie absurdalna sytuacja dotyczy franczyzy. Przepisy uniemożliwiają właścicielowi nawet jednej apteki związanie się z istniejącą siecią umową franczyzową. Decydenci powołują się tu na tajemniczy „stosunek zależności”. Okazuje się, że samym podpisem na umowie franczyzowej można przekroczyć dozwolony limit aptek. Nie rozumiecie? Nic dziwnego.

Jakby tego było mało, w miniony wtorek Sejm zajął się zmianami w ustawie o zawodzie farmaceuty. Zmianami na lepsze? Nie, na głupsze. Urzędnik inspekcji farmaceutycznej, pod pozorem kontroli jakości, będzie miał prawo natychmiastowego zamknięcia apteki na 3 miesiące. Do wydania takiej decyzji wystarczy np. donos konkurencji lub pracownika apteki na jej właściciela. 3 miesiące dziwnie przypominają areszt tymczasowy, o który to ochoczo wnosi prokuratura. Sporo czasu na składanie wyjaśnień. Dla wielu właścicieli aptek może to oznaczać zamknięcie apteki na stałe, bo kto pokryje koszty zobowiązań za tymczasowe jej zamknięcie? 

Drzewa w Puszczy Białowieskiej zostały zaatakowane przez korniki, a egzekucji dokonał minister od środowiska. System służby zdrowia zaatakował koronawirus, dobijają ludzie władzy.