Dobroczynność – moralny obowiązek zamożnych, w którym państwo przeszkadza udając dobrodzieja
Jerzy Wysocki 24.10.2019

Zostałem poproszony o poprowadzenie debaty na temat dobroczynności przez Macieja Radziwiłła, przedsiębiorcę i filantropa, mecenasa sztuki, członka zarządu Fundacji XX Czartoryskich i założyciela fundacji Trzy Trąby. Maciej Radziwiłł, to także erudyta i intelektualista, więc roboty nie mogłem odwalić, tylko musiałem coś unikalnego wymyśleć, by publiczność miała satysfakcję. Wymyśliłem więc temat: Dobroczynność – potrzeba serca czy spokój sumienia. Temat mocno filozoficzny, ale w tym zakresie mam stosowne kompetencje, Maciej Radziwiłł nie mniejsze, a pewnie większe.

 

Będąc świadkiem wielu debat, gdzie każdy z uczestników mówi, co akurat mu przyjdzie do głowy, postanowiłem oprzeć się na faktach. Zamówiłem badania w znanym z kompetencji panelu Ariadna doktora Tomasza Barana „Polacy o dobroczynności zamożnych”. Co z nich wynika? Według 66 procent Polaków, zamożne osoby za mało (w tym wcale lub prawie wcale) angażują się w działania charytatywne i wspieranie finansowe potrzebujących. A zdaniem respondentów powinni. 55 procent badanych uważa, że jest to ich moralnym obowiązkiem. Przeciwnego zdania jest tylko 24 procent badanych (pozostali nie mają zdania).

Ale oddajmy głos Maciejowi Radziwiłłowi. Jego zdaniem moralność chrześcijańska jasno wskazuje, że należy się dzielić z bliźnimi – i dotyczy to w takim samym stopniu zamożnych jak i niezamożnych. Ponadto dobroczynność nie powinna być trzymana w tajemnicy. Jej kluczowym dopełnieniem powinna być skuteczność, czynienie rzeczywistej różnicy, nie zaś działania pozorne obliczone na skutek propagandowy lub poprawę stanu sumienia.

I jeszcze jedna celna, choć może szokująca opinia Macieja: Dobroczynność jest zaawansowaną, wyrafinowaną formą konsumpcji, bo dając pieniądze na szczytny cel, kupujemy sobie lepsze samopoczucie. Ale oddanie tego, co zbywa nie czyni nas dobrymi ludźmi ani nie jest przejawem dobroci. Natomiast ubodzy uważają, że przymus moralny obowiązuje tylko zamożnych. Są więc zakłamani, bo ich też to dotyczy.

W słowach Macieja Radziwiłła znalazłem odpowiedź na pytanie: potrzeba serca czy spokój sumienia. Możecie tę opinie podzielać lub nie, możecie ten imperatyw wywodzić z etyki chrześcijańskiej lub innego systemu wartości. Ale nie zaprzeczycie bazie epistemologicznej (teoriopoznawczej), na której wyżej wymienione tezy zostały sformułowane.

Kolejny wątek ciekawej debaty. Zadałem pytanie: czy obecnie rządząca formacja polityczna, zwana prawicą, a będącą de facto lewicą z porażającym rozdawnictwem pieniędzy podatników, w tym przedsiębiorców, nie zabija u nas odruchu dobroczynności? Tak zabija, tu wszyscy byli zgodni. To demoralizacja, co więcej ślepa pomoc państwa PiS rodzi postawę roszczeniową w społeczeństwie. Ograbieni fiskalnie, nie mają ochoty na dobroczynność. Mają za to proste alibi. Po co? Przecież państwo przejęło tę rolę. Z puentą dr. Tomasza Brana, że lepiej dawać wędkę niż rybę, nie polecam polemizować bo łatwo o kompromitację. No tak, ale suweren lubi jeść na lunch ryby, kupione mu za czyjeś, niby rządowe pieniądze.

Banały, że 500 plus ludzie płacą sami sobie już pomijam. Nikłą świadomość tego faktu, także. Czuję się trochę zmęczony tłumaczeniem tych oczywistych oczywistości, i ciągłym przytaczaniem noblisty Milton Friedmana: nie ma darmowych obiadów.