Logika Kurskiego, Jarosława Kurskiego
Jerzy Wysocki 22.07.2019

Jarosław Kurski na wieść o powstaniu wspólnego bloku wyborczego: SLD, Wiosna, Razem, dobrze mu życzy i stwierdza, że Polska jak nigdy potrzebuje silnej lewicy. Deklaruje, że sam na lewicę nie zagłosuje, ale życzy jej jak najwyższego wyniku. Można się z poglądami czołowego publicysty Gazety Wyborczej zgadać lub nie, tym razem jednak trudno je zrozumieć.

 

Po pierwsze, jak najwyższy wynik w wyborach uzyskuje się głosami elektoratu a nie składanymi życzeniami. Po drugie teza, że Polska potrzebuje silnej lewicy wymaga jakiegoś uzasadnienia, którego w tekście nie znalazłem, lub go nie zrozumiałem. Ten drugi powód dotyka mnie bardzo często, gdyż nie wiadomo po co, ale staram się nadawać słowom odpowiedni sens i znaczenie. Tego samego oczekuję od polemistów, łatwiej się wówczas rozmawia. I nie pojawiają się paradoksy, jak podczas mojej rozmowy z Piotrem Ikonowiczem na początku lat 90. Piotr w pewnym momencie stwierdził, że Jacek Kuroń to prawica, co wywołało u mnie nie lada zdziwienie. Dopiero po dłuższej wymianie zdań i właśnie sprecyzowaniu pojęć, zrozumiałem, że mój szanowny rozmówca za prawicowe uważa po prostu wszelkie poglądy, z którymi on lewicowiec się nie zgadza. Trzeba przyznać, że Ikonowicz jest w tym, jak mało kto, bardzo konsekwentny i od zawsze podpiera lewą ścianę.

Ale wróćmy do Kurskiego i lewicy. Otóż mam wrażenie, że życzenia Kurskiego już się spełniły. Od blisko czterech lat rządzi nami silna lewica, o którą upomina się Kurski i wprowadza socjalne programy na niespotykaną wcześniej skalę. Lewica, która realizuje wizję państwa maksimum, szerząca interwencjonizm w gospodarce i wspierająca wszystko co państwowe. Ta rządząca lewica sama siebie tak nie nazywa, co nie znaczy, że nią nie jest. Dziennik, którym kieruje Jarosław Kurski wielokrotnie pokazywał sceptycyzm, a wręcz krytykę rozbuchanych transferów socjalnych, wyrażając jakże niepopularną troskę o stan finansów publicznych. Wiosłowanie pod prąd społecznym oczekiwaniom budziło i budzi najwyższy szacunek.

Jakiej to więc lewicy Polska tak potrzebuje i jakiej to Kurski życzy najwyższego wyniku. Takiej, która rozdawać będzie jeszcze więcej i bardziej bezmyślnie? Lewicy w postaci nowopowstałego bloku wyborczego, która obieca więcej niż PiS i Koalicja Obywatelska łącznie? Lewicy, która do tej socjalnej licytacji dorzucać będzie kolejne karty z kwotami do rozdania? Lewicy, która spychać będzie Polskę w dół rankingu wolności gospodarczej i wprowadzać 70 procentowy podatek dla najlepiej zarabiających?

Nie wierzę, żeby to miał na myśli Jarosław Kurski. Inaczej Witold Gadomski, czołowy i wybitny publicysta ekonomiczny GW powinien poszukać innych łam lub, redakcja powinna wyraźnie napisać, że nie podziela poglądów Gadomskiego i publikuje jego teksty wyłącznie z przyzwyczajenia. Jeśli nie o to, to o co chodzi publicyście?

Może o sprawy światopoglądowe, jakże ważne dla naszej lewicy. O LGBT, gender, związki partnerskie, adopcje dzieci przez pary homoseksualne i inne tam nowinki. Grzegorz Schetyna zrobił już wyraźny gest w tę stronę, wpisując do programu związki partnerskie. Rafał Trzaskowski podpisał Kartę LGBT, więc czego chcieć więcej. Wpisania jej do Konstytucji w postaci aneksu? A może parytetu płciowego w instytucjach publicznych: gej, lesbijka, dwupłciowy, normales? Może zmiany flagi państwowej na tęczową? Nie sądzę, żeby Kurski szedł tak daleko, bo niby dokąd i po co?

Już wiem, Kurskiemu chodzi o to, żeby lewica uzyskała jak najlepszy wynik, żeby KO miała z kim zawrzeć koalicję po wyborach i rządzić. Tym bardziej, że PSL wyraźnie wrócił na pozycję partii obrotowej, a nawet mruga okiem do ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego. Rozumiem że to marzenia Kurskiego, ale nawet nie łapię, dlaczego wręcz namawia do głosowania na lewicę (sam na nią nie głosując). Przecież każdy głos oddany na lewicę, to głos zabrany formacji Grzegorza Schetyny. Czyżby redaktor źle życzył Koalicji, na którą, jak mniemam, zamierza głosować? Mocno to pokręcone i dziwne. A więc nie dziwne, że to PiS znowu wygra wybory.