Sprawy lokalne – budżet centralny
Jerzy Wysocki 12.12.2019

Samorządy stracić mają opłatę miejscową i uzdrowiskową. Takie propozycje zawiera „Biała księga regulacji systemu promocji turystycznej w Polsce”. Pracowano nad tym dziełem dwa lata. Czy znaczy to, że od turystów nie będą pobierane już pieniądze za sam fakt nocowania w turystycznej, czy uzdrowiskowej miejscowości? Owszem, będą pobierane. Ale zamiast do budżetu danej gmin, trafią do Centralnego Funduszu Promocji Turystyki, czyli do jakiejś tam szufladki rządowego budżetu.

 

Obecna władza nie lubi samorządów z bardzo prostej przyczyny. Same rządzą na swoim terenie, a nie liczą na łaskę, dobry humor, protekcję, czy interes polityczny zwierzchniej centrali. A rządząca formacja ma to do siebie, że chce zarządzać wszystkim i wszystkimi. Wójtów, burmistrzów, czy prezydentów miast mianować jeszcze nie może, to chociaż pieniądze im zabierze. Odczuwają to boleśnie duże miasta, którym rząd narzuca zadania, lecz pieniędzy na wykonanie nie daje, a wręcz zabiera. Ale zapędy centralistyczne schodzą na niższe szczeble.

W praktyce wyglądać to będzie tak. Rodzina z Warszawy wpłaci dodatkowo hotelarzowi 100 zł za pobyt świąteczny w Krynicy – Zdrój w postaci opłaty turystycznej. Hotelarz odprowadzi pieniądze do gminy, a ta po potrąceniu 10 procentowej marży, 90 zł prześle do Warszawy. W stolicy liczni i nieźle opłacani urzędnicy tworu o nazwie Centralny Fundusz Promocji Turystyki na licznych naradach oraz sesjach wyjazdowych (w tym zagranicznych w celu zaczerpnięcia wzorców i trendów światowych) rozważać będzie na co wydać tę spływającą z całego kraju kasę, której wcześniej nie mieli. Może uwzględnią Krynicę – Zdrój, bo na corocznym Forum Ekonomicznym bywał prezydent i premier, a może więcej kasy otrzyma Ciechocinek w ramach rządowego programu senioralnego.

– Konstancin odpada, bogacze tam mieszkają, to nie nasz elektorat. Komuniści i złodzieje – ktoś z władz Funduszu zacytuje na zebraniu słynną sentencję Joachima Brudzińskiego. Ktoś inny przypomni, że zgodnie z linią partii należy promować politykę historyczną i zacznie się szukanie miejsc chwały oręża polskiego. Wreszcie do głosu dochodzi frakcja prokościelna. – Miejscom kultu religijnego należy się szczególne wsparcie. Dofinansujmy pielgrzymki do Częstochowy, Licheń, Łagiewniki, Świętą Lipkę… , o Świebodzinie z wielkim na 33 metry pomnikiem Chrystusa Króla nie mówię, bo to oczywisty symbol promocyjny naszej ojczyzny. Zebranie Centralnego Funduszu dobiega końca. Wniosek. Komisja zapozna się z działaniami podobnej centralnej instytucji, Polskiej Fundacji Narodowej, która od lat promuje Polskę zagranicą.

Oto one:

  1. „Polska 100” czyli promocja stulecia niepodległości. Jacht regatowy o nazwie I love Poland, dowodzony przez Mateusza Kusznierewicza miał w ciągu dwóch lat odwiedzić sto portów na pięciu kontynentach. Na skutek sporu o płatności dla załogi, złoty medalista olimpijski zrezygnował. Popłynął kapitan Jarosław Kaczorowski. Ostatnie wieści: jacht ma złamany maszt i uszkodzoną burtę, w oczekiwaniu na naprawę cumuje w porcie w amerykańskim stanie Rhode Island. – Morze po raz kolejny uczy nas pokory. Zawiódł sprzęt ale nie ludzie – tłumaczy się kapitan.
  2. PFN zapłaciła ponad 20 mln zł amerykańskiej firmie PR-owej za wypromowanie naszego kraju w USA. Amerykanie stworzyli w mediach społecznościowych profile o Polsce, które na całym świecie obserwuje po kilkanaście, czy kilkadziesiąt osób. Profil na Instagramie – 51 obserwujących, serwis na YouTube – 13 osób.

Mocno żenujące fakty nie wymagają komentarza. Nie udaje się promować Polski na świecie, czy uda się w Polsce? Hołdując centralistycznej wizji obecnego rządu mam diagnozę i pomysł. Skoro Polska Fundacja Narodowa słabo/ nie najlepiej sobie radzi, zaś Centralny Fundusz Promocji Turystyki ma dopiero zacząć sobie radzić, to – ze względu na bliski sobie, promocyjny zakres aktywności – proponuję powołać nową, zwierzchnią nad już istniejącymi instytucję: Centralny Narodowy Urząd Promocji Polski, w skrócie CNUPP.