Więcej niż sport
Jerzy Wysocki 31.07.2014

Słynna i powszechnie szanowana FC Barcelona planuje wyprawę do Rosji na mecze pokazowe. Wyprawa czysto komercyjna. Klub, którego przychód za sezon 2013/2014 okazał się rekordowy (530 mln euro, zysk netto 41 mln euro) zarobi jeszcze więcej, wypromuje się przed rosyjską publiką, której sprzeda drożej prawa do transmisji, może pozyska kolejnego sponsora. Oligarchowie uwielbiają piłkę (patrz: Roman Abramowicz w londyńskiej Chelsea). Putin to dżudoka, zwolennik sztuk walki. Niestety głównie walki zbrojnej z sąsiednim państwem. Czy będzie bankiet na Kremlu, wizyta w mauzoleum Lenina, wspólne zdjęcia z Messim, Neymarem, Iniestą, Mascherano?

Jan Tomaszewski podobno wyleciał z PiS za sprzeciw wobec planu bojkotu mundialu w Moskwie. Z takim wezwaniem wystąpili politycy z Niemiec. Dla przypomnienia, świat zachodni zbojkotował Igrzyska Olimpijskie w Moskwie w 1980. Była to odpowiedź za najazd ZSRR na Afganistan. Mundial w Moskwie dopiero za 4 lata, wróćmy więc do Barcelony bo przypadek jest ciekawy.

Gdyby do Rosji na występy wybierał się jakikolwiek inny klub piłkarski kontrowersje byłyby mniejsze. Ale Barcelona to „Więcej niż klub” – Mes que un club – to motto katalońskiej drużyny, używane do jej reklamy. Słowa te wypowiedział dawno temu prezydent klubu Narcis de Carreras po meczu z odwiecznym rywalem, madryckim Realem. Bo Real to „królewscy” i – w uproszczeniu – od dyktatora generała Franco a Barcelona, to „Duma Katalonii”, kraju podkreślającego kulturową odrębność, który chętnie ogłosiłby niepodległość. Na co Madryt odpowiada: nie ma mowy i ściąga podatki z gospodarczo rozwiniętej prowincji.

Kto inny, jak właśnie Barcelona powinna mieć to elementarne wyczucie i przemyśleć pomysł rosyjskiej eskapady. Ktoś powie: co ten liberał Wysocki ględzi na portalu liberalnego thin thanku? O co mu chodzi? Sport, biznes jak każdy inny. Barcelona, prywatny klub. Chce się promować i zarabiać. To prawda. Denis Rodman, słynny koszykarz też się promował i zarabiał… na balangach z przywódcą Korei Północnej, kraju – gdzie ludzie umierają z głodu, a jedynym produktem eksportowym jest bomba atomowa.

Ale w Barcelonie to norma. Niedawno, prezydent tego klubu Joan Laporta robił interesy w Azji i zakochał się w córce uzbeckiego tyrana. Islom Karimow oskarżany jest o porwania, gwałty, tortury. Brytyjski ambasador opisuje mordowanie konkurentów politycznych przez ugotowanie żywcem. Prezes wielkiej Barcelony nie brzydził się uzbeckich pieniędzy. Do Uzbekistanu latali Messi, Puyol, Iniesta – ikony współczesnej piłki.

W firmie Barcelona powinni się zastanowić, co ważniejsze. Pieniądze przywiezione od Putina czy reputacja, która w biznesie przekłada się właśnie na przychody. Nawet jeśli kwestie moralne słabo interesują szefów Dumy Katalonii, niech zrobią marketingową analizę. Może wyjdzie im inaczej. Obojętne. A może w Katalonii boją się, że Putin w ramach retorsji zakaże importu tamtejszych win?

Sport to gałąź gospodarki, kluby to firmy. Jeśli Europa i USA nakładają sankcje dotyczące dostępu do militarnych i energetycznych technologii, jeśli znani artyści odmawiają występów w Moskwie (Daniel Olbrychski), jeśli odwołany jest Rok Polski w Rosji, to środowisko sportowe powinno nie stać z boku. Nie tłumaczyć się szczytnymi ideami, nie brnąć w hipokryzję jak FIFA, że może mundial w Rosji „przyniesie pozytywne zmiany”.

Jeśli już koniecznie Katalończycy chcą/ muszą tam lecieć, to usprawiedliwi ich tych tylko występ w koszulkach o ukraińskich barwach narodowych. Trzeba mieć finezję, tej gwiazdorom Barcelony na boisku przecież nie brakuje. Teraz stają przed szerszą publicznością.

Fot. na lic. CC2.0/aut. Philipp Rümmele/flickr.com