Państwo i Prawo
Bon turystyczny: ratunek dla branży czy kosztowna obietnica wyborcza? Przegląd legislacyjny WEI
07.07.2020

We wtorek 7 lipca odbył się Przegląd legislacyjny w ramach cyklu regularnych spotkań organizowanych przez Warsaw Enterprise Institute. Spotkania mają formę panelu dyskusyjnego, w którym udział biorą przedstawiciele administracji, biznesu i organizacji pozarządowych. Tym razem zaproszeni eksperci dyskutowali wokół pomysłu wprowadzenia bonu turystycznego.

 

W panelu udział wzięli:

  • Ireneusz Węgłowski – Prezes Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego, Wiceprezes Zarządu Orbis S.A.
  • Barbara Tutak – Prezes Zarządu, Warszawska Organizacja Turystyczna
  • dr hab. Magdalena Kachniewska – profesor SGH w Instytucie Międzynarodowego Zarządzania i Marketingu, Kolegium Gospodarki Światowej SGH
  • Marzena German – Redaktor, Wiadomości Turystyczne
  • Adam Gąsior – Redaktor Naczelny, Magazyn Wasza Turystyka
  • Zbigniew Bielkowicz – Redaktor Naczelny, Rynek Turystyczny
  • Jakub Kucharczuk – Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego
  • Mateusz Gilewski – Dyrektor WEI

Dyskusję otworzył Mateusz Gilewski, dyrektor WEI: Lockdown przyczynił się do niemal całkowitego zamrożenia turystyki. Zakaz podróżowania spowodował, że samo wykorzystanie bazy noclegowej w Polsce w kwietniu spadło o 97,5% względem analogicznego miesiąca ubiegłego roku. Z informacji przedstawionej przez GUS wynika, że w maju ogólna liczba turystów była niższa – o 88,1 proc. – w porównaniu do analogicznego okresu rok temu.

I tak pojawiła się rządowa propozycja wsparcia dla polskiej turystyki w postaci Polskiego Bonu Turystycznego. To narzędzie, które ma na celu wsparcie finansowe polskich rodzin, osłabionej przez skutki pandemii COVID-19. Dopłata do wypoczynku pośrednio pomoże osłabionej branży turystycznej – czytamy na portalu gov.pl. Świadczenie wyniesie jednorazowo 500 zł na każde dziecko do 18 r. życia oraz jedno dodatkowe świadczenie w formie uzupełnienia bonu, w wysokości 500 zł dla dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności. Dopłatę do wakacji lub ferii zimowych otrzyma prawie 2,4 mln rodzin. W sumie z programu będzie mogło skorzystać ponad 6 mln dzieci.

W tym miejscu pojawia się kilka zasadniczych pytań i wątpliwości. Przyjmując że branża turystyczna potrzebuje rządowego wsparcia w walce ze skutkami COVID-19, czy bon turystyczny będzie takim remedium dla sektora? Ważną kwestią do oceny jest też kto powinien być grupą odbiorców takiego bonu i jak należy go skonstruować? Warto również przyjrzeć się, jakie wsparcie dla branży turystycznej udzieliły inny kraje i poszukać dobrych praktyk za granicą.

Barbara Tutak: Polski Bon Turystyczny to produkt niewątpliwie bardzo oczekiwany, zarówno przez rynek konsumenta i przez przedsiębiorców. Żeby jednak dokonać rzetelnej analizy i oceny tego, czy bon w proponowanej dzisiaj postaci jest rzeczywistym wsparciem, należy zrozumieć trochę relacje jakie odbywają się pomiędzy konsumentem i tym, który imprezę lub usługę turystyczną w postaci noclegów oferuje. Po wnikliwej analizie można przypuszczać, że tych beneficjentów w branży turystycznej, którzy skorzystają z proponowanego rozwiązania nie będzie jednak zbyt wielu. Wydaje się, że w głównej mierze będą to obiekty noclegowe, które w sezonie wakacyjnym i tak są obiektami dość dobrze obłożonymi. Życzyłabym sobie, aby pomyśleć bardziej o wsparciu wszystkich przedsiębiorców, żeby nie traktować wybiórczo przedsiębiorców, żeby nikogo nie dyskryminować.

Myśląc o beneficjencie, chciałabym wrócić do momentu, kiedy pierwszy raz usłyszałam o bonie turystycznym na rynku polskim. Zapowiadano go wówczas jako narzędzie polityki socjalnej państwa, jako element turystyki społecznej. Bon miał pobudzać ruch turystyczny – to był cel pierwotny. W ten sposób miano pobudzić tego konsumenta, którego dotychczas nie było stać na podróże turystyczne. Pytanie jakie należałoby zadać, to takie jakie planowano na ten projekt kwoty, jaki miał być harmonogram wdrażania.

Dzisiejsza dyskusja przyjmuje zupełnie inną optykę i wymiar. Uważam, że z uwagi na kryzys w jakim tkwimy, te pieniądze potrzebne byłyby na bezpośrednie wsparcie – zdaje się że zwolnienia z ZUS przestały obowiązywać, nie planuje się wypłacania postojowych. Na tym etapie, na którym jesteśmy, należałoby pomyśleć o dalszej, dedykowanej pomocy dla branży turystycznej.

Myślę też, że dużym błędem jest mówienie o branży i wrzucanie wszystkich do jednego worka. Wiem, że każdy z segmentów uważa, że jest najbardziej dotknięty. Jednak należałoby dokonać rzetelnej analizy, zwłaszcza gdy zaczyna odżywać popyt i widać, na jakiego rodzaju usługi wzrasta, a w jakich segmentach nadal trwa zastój. Inaczej powinny być traktowane firmy transportowe, które leasingują flotę, inaczej przewodnicy, którzy cały czas nie mają zamówień, inaczej hotele z różnych kategorii itd. Potrzebna jest wnikliwa analiza. Nie umiem powiedzieć, komu więcej, komu jak, jakie powinny być narzędzia. Niemniej sądzę, że te pieniądze, o których mówimy, 3 miliardy, można by było spożytkować jako dedykowane, celowe wsparcie branży.

Zapomnieliśmy też o jednej ważnej grupie konsumentów – w innych krajach bon został zaadresowany dla służby zdrowia. U nas powstawały projekty, np. hotel czy posiłek dla medyka, były też dziękczynne oklaski, ale wsparcia adresowanego do tej grupy nie widać. Jest ona pomijana w całej dyskusji konsumenckiej.

dr hab. Magdalena Kachniewska: Idea bonu turystycznego budzi moje ogromne zastrzeżenia, poczynając od samej nazwy, a skończywszy na tym, że nie wiemy, do kogo trafi, ani kogo miałby wspomagać. Na pewno nie jest narzędziem wsparcia branży i nie należy go w ten sposób określać! W innych warunkach byłby może odpowiedzią na problemy społeczne, związane z trudną sytuacją ekonomiczną niektórych rodzin, dotkniętych skutkami kryzysu lub po prostu wykluczonych ekonomicznie w stopniu, który uniemożliwia uczestnictwo w ruchu turystycznym. Nie jest jednak zrozumiałe pominięcie licznych grup społecznych (emeryci, studenci, osoby, które utraciły pracę w związku z pandemią), a z drugiej strony włączenie do grona beneficjentów wielu dobrze sytuowanych rodzin, które nie wymagają wsparcia. W przedstawionej (dość pobieżnie) koncepcji brakuje jakichkolwiek mechanizmów, które pozwoliłyby na automatyczne monitorowanie dystrybucji przestrzennej owego bonu. Tymczasem wystarczyłoby jego oparcie na narzędziach cyfrowych (np. w postaci prostej aplikacji mobilnej), aby gromadzone dane dawały pełny obraz wykorzystania bonu w czasie realnym. Tym samym zabrakło rozwiązań, które pozwoliłyby wykorzystać bon w celu świadomego sterowania strumieniami ruchu turystycznego (a co za tym idzie – strumieni pieniądza) do regionów mało popularnych wśród turystów (wówczas można byłoby mówić o wsparciu branży, a nie o narzędziu polityki socjalnej).

Odpowiedni mechanizm oparty na cyfrowym systemie aukcyjnym pozwoliłyby ten bon wykorzystać nie tylko do zasilenia mało popularnych regionów turystycznych, ale także ożywienia ruchu turystycznego poza sezonem letnim oraz do zachęcenia tej części Polaków, którzy w ogóle nie uczestniczą w ruchu turystycznym, do podjęcia choćby krótkich wyjazdów weekendowych.

Dyskusja o bonie turystycznym jest tylko jednym z wielu problemów dotyczących branży turystycznej. Poczynając od tego, że ciągle tej branży nie potrafimy precyzyjnie zdefiniować, poprzez brak solidnych statystyk ruchu turystycznego, a skończywszy na braku faktycznej wiedzy nt. przychodów finansowych generowanych w Polsce przez turystykę. Nie mamy praktycznie żadnych rozwiązań, które pozwoliłyby łączyć politykę turystyczną z innymi politykami publicznymi. W zasadzie nie istnieje współpraca międzyresortowa, która jest warunkiem mądrego, zrównoważonego i planowego rozwoju turystyki (współpraca z resortami finansów, środowiska, analiza uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego, elementy polityki socjalnej) a zarazem pozwoliłaby rozwijać formy ruchu turystycznego usytuowane np. na pograniczu np. turystyki i medycyny (turystyka medyczna) czy turystyki i edukacji, organizować wielkie międzynarodowe eventy oraz skłaniać turystów biznesowych do przedłużania pobytów w miejscu odwiedzanym. Nie rozwijamy mechanizmów, które realnie wspierałyby regiony turystyczne, szczególnie te, które ciągle czekają na „odkrycie”. Brakuje wreszcie dobrej edukacji dla przyszłych pracowników branży turystycznej. Myślę, że są to problemy, z którymi powinniśmy się teraz zmierzyć. Epidemia (podobnie jak w innych dziedzinach działalności) nie jest ich przyczyną – spowodowała jedynie ich zaognienie.

Jakub Kucharczuk: Polski Bon Turystyczny to przede wszystkim narzędzie wyborcze, dopiero później można go rozpatrywać jako narzędzie, które jest skierowane czy to do branży turystycznej, czy też jako kolejne wsparcie dla rodzin. Bon będzie miał umiarkowany wpływ na pobudzenie polskiej branży turystycznej, mimo jego dłuższego okresu obowiązywania do marca 2022 roku. Trafi do tej części branży, która prawdopodobnie i tak najłagodniej przechodzi kryzys.

Można mieć również obawy, że po dwóch latach obowiązywania bonu i 3 miliardach wpompowanych do polskiej turystyki, może się pojawić efekt zdecydowanie wyższych cen, które długofalowo zniechęcą polskich turystów do tego żeby wypoczywać w Polsce. Podaż w tak krótkim okresie nie zmieni się – liczba miejsc noclegowych czy liczba miejsc w restauracjach będzie na podobnym poziomie. Z kolei liczba turystów już od paru lat nad polskim morzem i w najważniejszych rejonach górskich była na bardzo wysokim poziomie wypełnienia hoteli i pensjonatów. Może się okazać, że ceny pójdą w górę i po 2-3 latach dla polskich turystów bardziej atrakcyjny będzie wyjazd poza granice Polski. Koniec końców branża ucierpi nawet bardziej, gdyby tego bonu nie było.

Zbigniew Bielkowicz: Turystyka jest w tej chwili w tak złej sytuacji, że należy się cieszyć z każdej formy wsparcia finansowego. Paradoksalnie to opóźnienie we wdrażaniu bonu może być pewnym atutem. Bon został pomyślany jako wsparcie dla dzieci i młodzieży. Z uwagi na kalendarz szkolny mamy 2 miesiące wakacji oraz rozciągnięte w czasie ferie zimowe. To jest okres, kiedy bon mógłby być wykorzystywany, przynajmniej w znacznej części.

Myślę, że nie ma wątpliwości, że to nie jest program, dzięki któremu turystyka odżyje. Obawiam się także, że będzie to – przy wszelkich próbach negocjacji czy próbach stworzenia jakichś programów dla turystyki – argument działający na niekorzyść dalszego wsparcia branży. Już słyszę te odpowiedzi, że turystyka otrzymała w formie bonów 3,2 miliarda złotych i chce jeszcze więcej.

Problem jest to, że jeśli rozdajemy cukierki, to zawsze będzie grupa tych niezadowolonych, którzy się nie załapali. Tak jak było wspomniane albo wszyscy, albo nikt – tak byłoby najsprawiedliwiej. Zgadzam się, że forma odliczeń podatkowych byłaby lepsza, kwestie bonów – zawsze wiązały się z erzacem. Jeśli chodzi o obecny projekt – nie wydaje mi się, żeby nastąpiła tu jeszcze jakaś radykalna zmiana.

Dopłacanie przez pracodawcę (koncepcja wyjściowa) był jeszcze bardziej kontrowersyjny – już widzę paradoksalną sytuację do jakiej mógłby doprowadzić: sieć hoteli, która niejako sama jest beneficjentem, musi dopłacać swoim pracownikom i to spowoduje bankructwo. W tej początkowej wersji była jeszcze koncepcja, że udział pracodawcy ma stopniowo rosnąć, czyli za parę lat mielibyśmy sytuację odwrotną: państwo dorzuca 10%, a sieć hoteli swoim pracownikom 90%. W zasadzie mogliby ich przenocować.

Obecna wersja jest lepiej umotywowana. Zawsze da się to obronić, że rozdajemy dzieciom, dobrze to brzmi i trudno z tym polemizować. Z drugiej strony, te wyliczenia mają to do siebie, że ułatwiają wyjazd tym, których i tak na to stać, bo jeśli ktoś ma minimalne dochody albo nie ma ich wcale to i tak tych wakacji nie spędzi za 500zł. Natomiast najlepiej pobudzają popyt ludzie, którzy mają pieniądze, więc ten mnożnik byłby lepszy, w przypadku możliwości odliczeń.

Adam Gąsior: Co do bonu – jest pomocą i nie jest pomocą. Jest, bo każdy pieniądz wrzucony na turystykę jest lepszy niż zero pieniądza, natomiast nie jest pomocą, bo jest pomocą iluzoryczną. Pamiętajmy, że wejdzie w życie oby w sierpniu, 2/3 dzieci i młodzieży podlegające pod bon, to młodzież szkolna. Oni muszą do końca sierpnia wyjechać (poza jednostkowymi przypadkami). Zimowy ruch turystyczny rodzinny w Polsce jest minimalny, jest 200 tys. zadeklarowanych narciarzy, z czego 180 tys. wyjeżdża za granice. Być może największymi beneficjentami bonu jeśli chodzi o branżę, będzie być może, jeśli przetrwa do jesieni – sektor turystyki młodzieżowej, chociaż nie jest to pewne bo obozy odbędą się w tym roku w minimalnej liczbie, nadal nie ma wytycznych Ministra Zdrowia dla organizatorów, które wskazują postępowanie w razie wystąpienia epidemii na obozie. Turystyka młodzieżowa być może dostanie zastrzyk, jeśli będzie działać. Drugim beneficjentem będą właściciele atrakcji turystycznych, 500 zł to taka suma że np. można spłynąć rodziną Dunajcem. To są bilety do Malborka, Wieliczki – są drogie, ale cała rodzina może. To nie jest zastrzyk dla obiektów noclegowych, bo tak jak jeszcze 2-3 lata temu sieci najtańszych hoteli nie narzekały na brak gości, to teraz nie będzie tych wyjazdów, bo trzeba do tego np. Krakowa dojechać samemu. Drożyzna nad polskim morzem jest mitem. Jeśli chodzi o ceny obiektów noclegowych, to ceny segmentu niższego – ostatnie podwyżki były w lutym. Poza ludźmi wykorzystującymi te sytuację, od tego czasu ceny nie podniosły się. Kolokwialnie mówiąc, trąbienie o tym, że bon turystyczny pomoże branży w sezonie letnim jest kompletną pomyłką, ponieważ branża jeśli chodzi o noclegi nie ma żadnych problemów z zapełnieniem miejsc. Od kilku lat jest wielki boom na wypoczynek w Polsce – pojedziemy. W tym roku tym bardziej, bo pandemia. Nie rozciągniemy tych kwater nad morzem, podaż jest jaka jest. Czy byłaby pandemia, czy nie, ten rok nad morzem i w górach byłby udany.

Marzena German: Bon turystyczny zaproponowany przez prezydenta Andrzeja Dudę nie wesprze branży turystycznej. Po pierwsze wejdzie w życie dość późno, kiedy większość rodziców zaplanuje już wyjazd wakacyjny dla dzieci i prawdopodobnie go zarezerwuje (opłaci w części lub w całości). Po drugie oferowana kwota jest na tyle niska, że nie będzie elementem, na podstawie którego klient podejmie decyzję o zakupie imprezy lub usługi turystycznej. 500 zł może ewentualnie sprawić, że dziecko pojedzie na trochę droższe kolonie, lub że rodzina zostanie na wakacjach dzień-dwa dłużej. Sama idea dopłacania do wakacji nie jest zła, ale nie może być traktowana jako pomoc dla przedsiębiorców turystycznych, którzy znaleźli się w kryzysie. Wątpliwości budzi też sposób realizacji programu – o ile pomysł, by proces przebiegał głównie w oparciu o rozwiązania cyfrowe jest dobry, to stworzenie odpowiedniego systemu zarządzania nim pociągnie za sobą dodatkowe, niepotrzebne koszty. Ciekawy wydaje się w tym kontekście projekt amerykański, który zakłada, że każde gospodarstwo domowe może odliczyć od swojego rocznego rozliczenia podatkowego określoną kwotę przeznaczoną na zakup usług turystycznych – od transportu, przez noclegi, korzystanie z atrakcji aż po jedzenie w restauracjach. Spoglądając w przyszłość, warto pomyśleć o poszerzeniu sezonu turystycznego, a konkretnie o zróżnicowaniu terminu wakacji w poszczególnych województwach tak, jak ma to miejsce w przypadku ferii zimowych. Pandemia pokazała, że rodzice chętnie wyjeżdżają z dziećmi już w maju – wiele osób zdecydowało się spędzić okres lockdownu w miejscowościach wypoczynkowych łącząc pracę zdalną i e-lekcje z korzystaniem z atrakcji turystycznych.