Nie cenimy mędrców
Jerzy Marek Nowakowski 19.05.2018

Z języka polskiego zniknęło ładne słowo – „mędrzec”. Pomyślałem o tym, kiedy dotarła do mnie wiadomość o śmierci profesora Richarda Pipesa. Był jednym z bardzo nielicznych historyków i badaczy, którzy rozumieli Rosję. Jego książki o Rosji carów i Rosji bolszewików mimo, ze napisane pól wieku temu stanowią wciąż podstawowe źródło wiedzy o północnym imperium. Nie tylko w świecie anglosaskim, ale również w Polsce.
Był Richard Pipes jednym z twórców polityki wschodniej Ronalda Reagana, czyli największego zwycięstwa Stanów Zjednoczonych w historii. Bo wygrana zimna wojna, bez przelewu krwi, bez wybuchających bomb atomowych wygląda imponująco. A zwycięstwo USA zostało odniesione właśnie dzięki zrozumieniu natury procesów społecznych i gospodarczych zachodzących w ZSRS. Niewątpliwie Pipes, jako doradca Reagana i jako współtwórca amerykańskiej szkoły sowietologicznej miał wybitny udział w tym sukcesie.
Zbigniew Brzeziński, który Richarda Pipesa nie bardzo lubił, i często z nim polemizował, na moje stwierdzenie, że Pipes był ważnym doradcą prezydenta Reagana powiedział mi kiedyś: „jakim tam ważnym – on nawet nie miał stałego miejsca parkingowego pod Białym Domem”. Ale z perspektywy czasu coraz wyraźniej widać, że właśnie trafne odczytanie celów i metod działania władz sowieckich stało się fundamentem zwycięstwa Zachodu w zimnej wojnie. Zaś w zrozumieniu rosyjskiego (i sowieckiego) modelu politycznego kluczowe były właśnie prace i analizy Richarda Pipesa.
Aleksander Sołżenicyn, który ostro polemizował z Pipesem zarzucił mu kiedyś „skażenie polskim myśleniem o Rosji”. Rzeczywiście twórczość historyczna Pipesa była kontynuacją nurtu zapoczątkowanego przez Jana Kucharzewskiego w jego opus magnum – „Od białego do czerwonego caratu”. W odróżnieniu od Sołżenicyna czy Józefa Mackiewicza Pipes uważał reżim bolszewicki za naturalny ciąg dalszy carskiego imperium. W polemice z Sołżenicynem powiedział mu, że naród rosyjski nie mógł całkowicie zmienić się w ciągu jednej nocy, kiedy grupka radykalnych intelektualistów przejęła władzę. „Nawet biologia nie zna przypadków tak gwałtownej mutacji” – spuentował Pipes.
Ze znajomości historii i charakteru narodowego Rosjan (w swoich wspomnieniach zapisał, iż sam był zdziwiony jak bardzo nacjonalistyczny był sowiecki komunizm) Pipes wyprowadził wniosek, że strategia USA wobec Związku Sowieckiego powinna być możliwie twarda. Stał się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku czołowym „jastrzębiem” wpływającym, częściej przy pomocy swoich analiz i argumentów, niż osobistych kontaktów z Reaganem i politykami administracji waszyngtońskiej, na amerykańską strategie obronną i proces wyścigu zbrojeń, który ostatecznie przyczynił się do upadku systemu komunistycznego.
Pipes zawsze odrzucał oskarżenia o rusofobię stwierdzając, że nie można zajmować się przez dziesiątki lat tematyką, której się nienawidzi. Dostrzegał rosyjski fatalizm i cechy orientalnej despotii. A mimo to był krytykiem rozszerzenia NATO w 1999 r. Kiedy zapytałem go dlaczego? Profesor odpowiedział, że rozszerzenie Sojuszu doprowadzi do załamania szans na demokratyzację Rosji. Nie zgadzałem się z nim, a po pewnym czasie i sam Pipes przyznał, że nie docenił spustoszeń jakie poczynił komunizm w – i tak autorytarnym – rosyjskim społeczeństwie.
Można jeszcze wspominając Profesora pisać o jego ojcu Marku – Legioniście i założycielu fabryki czekolady w Cieszynie, o niebywałym szczęściu jakim był wyjazd z Polski 27 października 1939 roku na fałszywych papierach. Można a nawet trzeba wspominać jego książki: „Rosję carów”, „Rewolucję rosyjską” czy monumentalną biografię Struvego. Ale to materiał na większy tekst poświęcony Pipesowi.
Richard Pipes od poczatku XXI wieku mówił, że czuje, iż jego wiedza jest coraz mniej potrzebna. Zwrócił się ku filozofii historii i polityki. Uważał, że Rosja Putina jest o wiele mniej ciekawa jako przedmiot badań niż imperium carów czy państwo bolszewickie. Mam wrażenie, iż miał poczucie zawodu, że Rosjanie nie chcieli skorzystac z szansy jaką dały im przemiany demokratyczne.
Ponieważ miałem zaszczyt i przyjemność wielokrotnie spotykać Profesora i rozmawiać z nim, to chciałbym wrócić do początku mojego wpisu. Otóż Richard Pipes był jednym z ostatnich mędrców. Ludzi, którzy potrafili wyjaśniać mechanizmy rządzące historią i polityką. Nie bał się zadawania trudnych pytań ani niekonwencjonalnych odpowiedzi. A co najważniejsze potrafił unikać banału czyli „mędrkowania”.
Mam dojmujące wrażenie, że ludzi, których można odpowiedzialnie zaliczyć do kategorii mędrców w zastraszającym tempie ubywa. Po rozmowach z Pipesem, Brzezińskim, Giedroyciem, Nowakiem-Jeziorańskim wychodziłem z głębokim przekonaniem, że dzięki obcowaniu z nimi staję się mądrzejszy. Nie dlatego, że ze wszystkim się zgadzałem. Przeciwnie, w wielu kwestiach moi rozmówcy się mylili. Ale, po pierwsze żaden z wymienionych nie demonstrował przekonania, iż ma absolutna rację. Uważnie słuchali polemiki ze strony kogoś znacznie od nich młodszego i mniej doświadczonego. Wszyscy wymienieni potrafili słuchać i debatować. Po drugie zaś, nawet istotne pomyłki w ocenach (casus rozszerzenia NATO) nie podważały wartości syntezy. Bo zdolność łączenia w logiczne ciągi zdarzeń i argumentów z wielu dziedzin: polityki, gospodarki, kultury połączona z głęboką znajomością historii jest chyba podstawowym warunkiem uznania kogoś za mędrca. Podstawowym nie znaczy wystarczającym. To co łączy wszystkich wymienionych wyżej, i dziesiątki innych, którzy za mędrców uchodzą, to mariaż głębokiej wiedzy i doświadczenia. Nieprzypadkowo słowo mędrzec kojarzy się z wiekiem i siwizną na skroniach.
Współczesna kultura Zachodu przestała cenić mędrców. Zamiast Pipesa mamy Yuvala Harariego ogłoszonego przez lewicę wielkim myślicielem i wygłaszającego z namaszczeniem banały w rodzaju Czymże jest religia, jeśli nie wielką grą w wirtualnej rzeczywistości, w którą grają miliony ludzi? Oraz dziesiątki twitterowych filozofów charakteryzujących się pogonią za popularnością, którzy nie zaszczycili swoją obecnością żadnej biblioteki, za to przychodzą na wyklady w durszlaku na głowie i nie opuszczają żadnej parady równości.
Kiedy odszedł, jego śmierć media odnotowały banalnymi notkami na dalszych stronach. A tymczasem pożegnaliśmy jednego z ostatnich ludzi, którzy potrafili łączyć głębokie studia z jasnością wywodu, aktywność publiczną z obroną własnej wolności sądzenia. Człowieka, który jak mało kto zasłużył się wolnemu światu. Oraz, co dla polskich czytelników powinno być ważne, kontynuatora wielkiej tradycji polskich badań nad Rosją i Wschodem.