Terroryści z Łubianki

Terroryści z Łubianki

Doceniasz tę treść?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

„Białe noce” – był taki film z udziałem Michaiła Barysznikowa i Helen Mirren. Samolot przymusowo ląduje w Związku Sowieckim, a że na pokładzie znajduje się wybitny baletmistrz, który uciekł z proletariackiego raju, KGB zatrzymuje go i usiłuje zmusić, by tańczył w zespole teatru „Bolszoj”. Koniec końców dzięki pomocy amerykańsko-rosyjskiego małżeństwa, do którego go dokwaterowano, tancerz ponownie ucieka. Autorom powstałego w połowie lat osiemdziesiątych filmu, do uwiarygodnienia scenariusza potrzebna była jednak awaria samolotu. Mimo że realizowano go tuż po zestrzeleniu przez Sowietów koreańskiego jumbo jeta i mimo że był to czas politycznych napięć,  nikt nie wpadł na pomysł, iż Sowieci mogą zmusić samolot pasażerski do lądowania. Sowieci sięgały po skrytobójstwa swoich wrogów (przykładami choćby Trocki czy Petlura), ale był to jednak międzynarodowy bandytyzm, a nie terroryzm.

Terroryzm jest jednym z najpoważniejszych zagrożeń, z jakimi boryka się polityka światowa w XXI wieku. Ale prawdziwym problemem staje się on wtedy, gdy zyskuje oparcie w postaci państwa. Al-Ka’ida była groźna, gdy rządziła w części Afganistanu czy w tak zwanym Państwie Islamskim. Podobnie rzecz ma się z innymi organizacjami terrorystycznymi. Co jednak zrobić, gdy po instrument terroryzmu sięga normalne państwo, zakorzenione we wspólnocie międzynarodowej, a nawet mające status mocarstwowy?

Świat zachodni nie wypracował sensownej reakcji na kolejne zabójstwa polityczne zlecane przez władze rosyjskie. Zazwyczaj, jak zamach na Siergiej Skripala czy morderstwo Aleksandra Litwinienki, były dokonywane w sposób, który wręcz miał ułatwić identyfikację zamachowców. Teraz dowiadujemy się, że służby specjalne Rosji stały za wybuchami amunicji w Czechach i Bułgarii. Wszystko wskazuje na to, że także porwanie samolotu Ryanair nad Białorusią (bo tak w istocie trzeba zakwalifikować zmuszenie pilotów rejsu z Aten do Wilna do lądowania w Mińsku) było wspólną operacją służb specjalnych Białorusi i Rosji.

Nie znamy jeszcze wszystkich faktów. Niemniej wiemy na przykład, że do Wilna nie doleciało sześcioro pasażerów. Dwie osoby z paszportami białoruskimi i cztery z rosyjskimi. Wśród nich był znany dziennikarz, współtwórca portalu „Nexta” i współpracownik Swietłany Cichanowskiej, Raman Pratasiewicz i jego narzeczona. Ponadto także i czterej mężczyźni, z których trójka legitymowała się paszportami rosyjskimi, a jeden białoruskim. Służby litewskie sprawdzają obecnie, kim w rzeczywistości byli owi czterej pasażerowie. Jeden z liderów białoruskich sił demokratycznych Paweł Łatuszka poinformował, że załodze samolotu grożono zestrzeleniem w razie, gdyby nie przyjęła sugestii lądowania w Mińsku. Z kolei inne źródła mówiły o tym, że grupa pasażerów w agresywny sposób żądała lądowania, prowokując awanturę z załogą samolotu. Czy przypadkiem nie była to ta sama czwórka, która została w Mińsku, rezygnując z podróży do Wilna? Tego jeszcze nie wiemy. Wiemy natomiast, że samolot zarejestrowanej w Polsce spółki córki irlandzkiego Ryanaira  – Ryanair Sun, zawrócił nad Lidą po informacji, że na jego pokładzie znajduje się bomba, podanej przez białoruskich kontrolerów lotu, i wylądował w Mińsku, gdzie samolot poddano kontroli, nie znajdując żadnej bomby, natomiast od razu po wyjściu pasażerów z samolotu aresztowano Pratasiewicza i zatrzymano jego dziewczynę Sofiję Sapiegę. Sam aresztowany zdołał zwrócić się do współpasażerów, że grozi mu na Białorusi kara śmierci.

Pytanie pierwsze brzmi, dlaczego samolot znajdujący się już na ścieżce podejścia do docelowego lotniska zostaje zawrócony i skierowany na lotnisko w Mińsku? Czy była to decyzja pilotów? Wątpliwe. Legenda lotnictwa, szef Ryanaira Michael O’Leary powiedział, że było to „porwanie sponsorowane przez państwo”. Zwraca uwagę, iż samolot był eskortowany przez MIG-29 białoruskich sił lotniczych. Czy w obawie o wybuch? Czy dlatego, by pilotom nie przyszło do głowy zrezygnować z lądowania na mińskim lotnisku?

Podobne zdarzenie miało miejsce raz. 11 lat temu reżim irański zmusił do lądowania samolot kirgiskich linii lotniczych, by aresztować znajdującego się na pokładzie opozycjonistę irańskiego. Być może reakcja świata była wówczas zbyt łagodna albo – co bardziej prawdopodobne – dla Łukaszenki i jego kremlowskich sponsorów zaostrzenie konfliktu z Zachodem jest na rękę.

Porwanie samolotu jest bezpośrednim uderzeniem w Polskę i Litwę. Samolot był bowiem zarejestrowany w Polsce, a zgodnie z prawem międzynarodowym pokład samolotu stanowi terytorium państwa, w którym został zarejestrowany. Czyli mieliśmy do czynienia z naruszeniem polskich granic. Aresztowanie Pratasiewicza, który skądinąd jest posiadaczem Karty Polaka, jest również działaniem wymierzonym w Polskę. Z kolei na pokładzie porwanego samolotu było ponad 90 obywateli Litwy i Litwa była kierunkiem docelowym lotu.

Reżim białoruski od kilku miesięcy eskaluje napięcie w relacjach z Litwą i Polską, posuwając się do aresztowania działaczy polskiej mniejszości i absurdalnych oskarżeń wobec żyjących jeszcze na Białorusi weteranów Armii Krajowej o „nazizm”. Polska i Litwa są dyżurnymi wrogami dla Łukaszenki.

Najbardziej niepokojące jest jednak zaangażowanie Rosji w porwanie samolotu. Już wcześniej wspólna akcja rosyjskiej FSB i białoruskiego KGB doprowadziła do aresztowania znanego intelektualisty opozycyjnego Aleksandra Fieduty, którego zatrzymano podczas pobytu w Moskwie pod absurdalnym zarzutem przygotowywania zamachu na Łukaszenkę. Teraz ślady także prowadzą do Moskwy. Po pierwsze dlatego, że owi dziwni obywatele Federacji Rosyjskiej zostali w Mińsku, nie kontynuując podróży do Wilna. Po wtóre dlatego, że białoruskie lotnictwo jest tym rodzajem sił zbrojnych, który jest całkowicie zintegrowanym z armią rosyjską. Bez rozkazu z Moskwy MIG-29 na pewno by nie wystartował i nie eskortował polskiego samolotu do Mińska.

Nie podejmę się w tej chwili odpowiedzi na pytanie – o co w rzeczywistości chodzi Kremlowi. Na pewno jednak trzeba pamiętać, że skandaliczny akt piractwa powietrznego nie jest wybrykiem „nieobliczalnego Łukaszenki”, tylko aktem terroryzmu sponsorowanym przez Rosję.

Wygląda na to, że gospodarz Kremla z rozbawieniem przygląda się rytualnej operacji oskarżania Łukaszenki i milczeniu Zachodu w stosunku do Rosji. Co więcej, Moskwa czynnie wspiera białoruskiego dyktatora, odmawiając zatwierdzania tras przelotu samolotów, omijających terytorium Białorusi. Zawrócono w ten sposób już samoloty Air France i linii austriackich. Także rosyjska propaganda konsekwentnie powtarza bajkę o uzasadnionym zmuszeniu samolotu do lądowania.

Kolejny test spoistości świata zachodniego wobec rosyjskiej prowokacji przebiega jak najbardziej po myśli Kremla. Nikt nie ośmiela się – wbrew oczywistym dowodom – oskarżyć Rosji o porwanie. Unia Europejska oburza się na Białoruś, która oczywiście może liczyć na „braterską pomoc” Wielkiego Brata ze wschodu. Sankcje są dość miękkie, a oczywiste – jak by się mogło wydawać – podjęcie tematu przez Radę Północnoatlantycką zostaje zablokowane przez Turcję. Amerykanom nawet przez myśl nie przechodzi odłożenie szczytu Biden–Putin, a nawet rozważenie utrzymania sankcji nałożonych na budowę Nord Streamu 2. Krótko mówiąc, w realizacji strategicznego celu Moskwy (a także Pekinu), jakim jest rozmontowanie spoistości świata zachodniego, metody terroryzmu państwowego okazują się nadzwyczaj skuteczne.

Inne wpisy tego autora

O ścigających i ściganych

Globalna szachownica opisywana kiedyś przez Zbigniewa Brzezińskiego zaczyna coraz bardziej przypominać turniej szachów błyskawicznych, tak często zmieniają się sojusze i konfiguracje figur. Tylko w ostatnim

Jest sobie (jeszcze) Ciotka Unia

Dariusz Matuszak wezwał na swoim blogu do debaty na temat Unii Europejskiej. – Problem nie zniknie – pisze mój szacowny sąsiad blogowy – gdy jak

Saska rekonstrukcja

Wokół pomysłu odbudowy Pałacu Saskiego w Warszawie, podobnie jak wokół niemal wszystkich pomysłów zgłaszanych przez polityków odbywa się zwyczajowy chocholi taniec, w którym role rozdane