Szerokie tory na Majdan
Robert Gwiazdowski 06.05.2014

W jutrzejszej Rzepie mój felieton o pieniądzach dla Ukrainy. Dziś już w wersji elektronicznej: www.rp.pl/artykul/1089844.html

Tutaj trochę więcej.

Nie znam się na bieżącej polityce, ale jak na Majdanie zaczęli mordować ludzi na znak solidarności zmieniłem sobie na dwa dni zdjęcie profilowe na FB na ukraińską flagę. Ciekawe, że, co się działo w Kijowie interesowało nas bardziej od tego co zaczęło się dziać w Caracas. Może dlatego, że mocno zakorzenione jest u nas polityczne przekonanie, że bez wolnej (od Rosji) Ukrainy nie będzie wolnej (od Rosji) Polski. A niektórzy to zdaje się, że marzą nawet o powrocie Lwowa do „macierzy”. Problem w tym, że podobnie część Ukraińców myśli o Przemyślu. A może powód jest bardziej prozaiczny – wytłumaczalny w kategoriach całkowicie apolitycznych. Trudniej nam jest się w spokoju przyglądać, jak mordują sąsiadów – bez względu na to, co o tych sąsiadach sądzimy, niż zachować spokój gdy słyszymy, że zamordowali kogoś na drugim końcu Polski.

Stosunki polsko-ukraińskie nie są czymś szczególnym. Ludzie mordowali się wzajemnie od zawsze. Czasami nawet zjadali. A bardzo dawno temu, w niektórych zakątkach globu to zdecydowanie częściej niż „czasami”. Silniejsi mordowali słabszych. Bez względu na to, co było źródłem ich siły – czasami chwilowej. I dlatego ludzie tworzyli państwa. Gorzej gdy władze państwowe zaczynają mordować ludzi. Anarchiści i libertarianie mają wówczas świetną pożywkę do twierdzeń, że należy zlikwidować państwo. A należy po prostu ograniczyć rząd. Oczywiście trudno jest ograniczyć rząd gdy już zaczął mordować obywateli. Trzeba raczej zawczasu starać się go tak ograniczać, żeby nie zdołał się nigdy za nadto wyalienować. Rację miał Hayek pisząc w „Drodze do poddaństwa” o „pełzającej” dyktaturze. Zakusy władzy z początku nie wywołują buntu obywateli, którzy z czasem stają się znowu poddanymi. Bo okres, gdy byli obywatelami, dzięki zasadom klasycznego liberalizmu, trwał dość krótko.

Jak więc ktoś staje po stronie Majdanu, to niekoniecznie dlatego, że popiera co się tam dzieje, albo rodzimych polityków na Majdanie się fotografujących.

Ale jak ci politycy sięgają do mojej kieszeni po pieniądze dla Ukraińców to też trudno przyglądać się temu spokojnie. Bo na interesach z Ukrainą to my wychodzimy fatalnie od wieków. Nie mieszając w to jednak historii, Chmielnickiego i Bandery spójrzmy na ostatnie lata.

Zaczęło się od słynnej pieremyczki – kawałka gazociągu omijającego Ukrainę, który chciał wybudować Gazprom przez Polskę z Białorusi na Słowację i Węgry. Myśmy się nie zgodzili w geście solidarności z Ukrainą. Nie dlatego, że byłby on sprzeczny z naszym interesem, tylko ukraińskim. Bracia Ukraińcy naszego szarmanckiego gestu w ogóle nie zauważyli. Za to Gazprom zbudował gazociąg Nord Stream omijający i Ukrainę i Polskę. I tak by go wybudował – bo leżało to w interesie Gazpromu i Rosji, o czym wielokrotnie tutaj pisałem:

(www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=760;

www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=745)

Ale pewnie trochę później, a my przynajmniej nie wyszlibyśmy na biznesowych pięknoduchów.

Potem był ropociąg Odessa-Brody. Owszem, to czy ropa kaspijska mogłaby nim popłynąć z Odessy do Płocka i Gdańska zależy od sytuacji na globalnym rynku ropy a nie od samych Ukraińców. W sprawie mają co nieco do powiedzenia jeszcze Amerykanie, Kazachstan, Azerbejdżan i… Rosja. Ale myśmy uparcie i otwarcie głosili, że chcemy aby to był projekt antyrosyjski. Ale już w marcu 2007 roku polska delegacja z Prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele usłyszała w Astanie z ust Prezydenta Nursułtana Nazarbajewa że do tego projektu trzeba „obowiązkowo włączyć Rosję”. Zwłaszcza, że tym ropociągiem do dziś płynie ropa rosyjska z Brodów do Odessy. O czym też parę razy pisałem:

(www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=112;

www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=116)

Teraz nam została „szeroka kolej”, o której zresztą też pisałem:

(www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=637)

Prezes PKP Jakub Karnowski skarżył się właśnie, podczas panelu dyskusyjnego „Motory i hamulce wzrostu gospodarczego. Debata kontrowersji” w ramach Forum Zmieniamy Polski Przemysł, że Wykorzystanie Euroterminalu Sławków jest bardzo słabe i żadnej ze spółek, które są właścicielami obiektu, nie jest on potrzebny i że z perspektywy czasu widać, że nie był to najlepszy pomysł.

(www.wnp.pl/komu-euroterminal-w-slawkowie-jest-jeszcze-potrzebny,218962_1_0_0.html)

Zlokalizowany w Sławkowie w województwie śląskim terminal logistyczny leży na styku najdalej na zachód wysuniętego odcinka linii kolejowej o szerokim rozstawie toru (1520 mm) i linii normalnotorowej (1435mm). Dzięki temu miał się wpisywać w rozwój transportu kontenerowego między Dalekim Wschodem i krajami Wspólnoty Niepodległych Państw a Unią Europejską. „Miał”. Dziś jest wykorzystywany w niewielkim stopniu a niedługo nie będzie w ogóle.

W tym miejscu nie mogę oprzeć się pewnej dygresji. Jesteśmy tylko menadżerami – powiedział Prezes Karnowski – a sprawa jest polityczna. Dlaczego – ano dlatego, że Rosja stara się pociągnąć szerokie tory przez Ukrainę i Słowację do Wiednia – omijając Polskę. Linia ma przecinać terytorium Słowacji, gdzie „szerokie tory” dochodzą już do Koszyc, 89 km od granicy z Ukrainą. Teraz mają zostać przedłużone do Bratysławy i Wiednia. Dołączyć do projektu planują Włosi i Niemcy. Włosi myślą o budowie odgałęzienia szerokiego toru z Wiednia nad Morze Adriatyckie. A koleje niemieckie (te, które kupiły już działającą w Polsce konkurentkę PKP Cargo – spółkę PCC) też są zainteresowane, żeby nie musieć robić przeładunków w Wiedniu. Jest tylko jeden szkopuł. Taki mianowicie, że na rozbudowę terminala w Sławkowie wydaliśmy ponad 60 milionów w 2012 roku. A o planach rosyjskich kolei wiadomo od 2007 roku!

Dlatego akcji PKP Cargo jako inwestycji długookresowej nie radziłbym trzymać w portfelu.

W czerwcu 2010 roku Słowacja zasugerowała porzucenie projekt budowy szerokotorowej linii kolejowej z Rosji przez Ukrainę do Austrii. Bardzo ucieszyli się z tego polscy eksperci. Zdaniem Marka Tarczyńskiego, prezesa Polskiej Izby Spedycji i Logistyki, budowę takiego połączenia można porównać do budowy gazociągu na dnie Bałtyku:

(http://logistyka.wnp.pl/slowacja-wycofa-sie-z-budowy-szerokiego-toru-z-rosji-do-austrii,113387_1_0_0.html) Prawda, że zabawne?

Mogliśmy wówczas przystąpić do gry – zwłaszcza, że Słowacy byli zainteresowani inwestycjami w Polsce (konkretnie kupnem PKL ze słynną kolejką na Kasprowy Wierch). Mają też mniejszościowy pakiet akcji czeskiego Unipetrol, w którym rządzi Orlen. Ale nawet nie spróbowaliśmy podjąć rozmów, a przygotowywaliśmy się już do budowy „Misia” (czyli terminalu w Sławkowie) choć jego powodzenie zależało w dużym stopniu od Słowaków, których spławiliśmy. Dziś Słowacy już nie zgłaszają chęci wycofania się z projektu przedłużenia szerokiej kolei. Pewnie nie była to z ich strony poważna deklaracja, bo trudno przypuszczać, żebyśmy my w zamian nie zgodzili się na ułożenie szerokich torów do Berlina przez Polskę! Oczywiście my byśmy się na to nie zgodzili, ale nie sądzę, żeby Słowacy budowali swoją strategię tylko na wierze w naszą głupotę. Pewnie było to z ich strony jedynie stanowisko negocjacyjne zmierzające do ograniczenia własnych wydatków na budowanie torów i przerzucenia kosztów na innych. I tak by się to stało, ale myśmy nawet nie spróbowali wejść do gry.

Teraz została nam więc Ukraina. Ukraińcy mają okazję zrewanżować się nam za solidarność i za wcześniejsze zablokowanie pieremyczki. Oczywiście tego zrobią, bo niby dlaczego mieliby rezygnować ze swoich interesów. Ale nasi politycy wyrywający się, żeby dawać im moje pieniądze pewnie w ogóle nie wiedzą, że mamy taki problem. I z pewnością w ogóle nie spróbują go podnieść. Bo interesy to potrafią robić u nas przedsiębiorcy a nie politycy.