Budżetówka i podwyżki, czyli jaka ma być administracja
Artur Kiełbasiński 11.07.2018

W zasadzie bez podwyżki od 2008 r. A może jeszcze gorzej – bo podwyżki w sferze budżetowej były „punktowo”. Dostała policja w 2012 r., ale nikt więcej… To źródło ogromnych frustracji i napięć w administracji. Weterynarze pracujący za naprawdę skromne pobory. Urzędnicy zarządzający ogromnymi projektami, a zarabiającymi kilkakrotnie mniej niż ich „odpowiednicy” po stronie biznesowej. Niemożność zatrudniania kompetentnych absolwentów, którzy bez wahania wybierają dziś oferty z biznesu, uderza w sprawność administracji.

 

A jeszcze kilka lat temu praca w urzędzie była symbolem stabilizacji. Może bez „kokosów”, ale stabilnie. Dziś „stabilnie” nie jest żadną alternatywą dla szybko rosnących płac w biznesie. Dziś szeregowy urzędnik ZUS czy urzędu zarabia mniej niż kasjer w sieci handlowej. Znacznie mniej.

Trudno więc dziwić się emocjom pracowników budżetówki i ich oczekiwaniom finansowym.

Zapowiedzi protestów w służbach mundurowych i wśród urzędników można po ludzku zrozumieć.

Od 3 lat powtarzam tezę, że zamrożenie budżetu płac w budżetówce było jednym z najważniejszych powodów porażki PO-PSL w wyborach w 2015 r. Rozczarowani ludzie słuchający o „zielonej wyspie” widzieli jak ich płace tracą na wartości. I ich rozżalenie jest zrozumiałe. Ale same podwyżki nie uzdrowią trwale sytuacji w administracji.

Bo zmianom w finansowaniu urzędów, w tym także podwyżkom, powinny towarzyszyć głębsze zmiany, jak choćby odpowiedź na fundamentalne pytania. Ile władzy nad społecznością powinny mieć urzędy? Ilu potrzebujemy urzędników, rozwijać administrację państwową czy samorządową? Czy nie da się „wypchnąć” części zadań poza administrację, np. do organizacji pozarządowych? Jakie wprowadzać kryteria naboru do pracy w urzędach? Jak wprowadzać realną służbę cywilną, odporną na polityczne zmiany? Jakie wprowadzać narzędzia motywowania i kryteria oceny jakości pracy? W końcu – jakie powinny być zasady odpowiedzialności urzędniczej za wadliwe decyzje czy zwłokę w ich wydawaniu?

To podstawowe pytania, zadawane na poziomie niemal filozoficznym. Ale odpowiedzi na nie przekładają się na docelową wizję państwa i tego jak ma funkcjonować.

Proste wprowadzanie podwyżek nie usprawni polskiej administracji. Może na chwilę zapobiec problemom personalnym, może zatrzymać część urzędników. Ale będzie wyłącznie pudrowaniem kłopotu, a nie docelowym rozwiązaniem. Niestety, dyskusja skupia się na prostych kwestiach „ile, komu, kiedy”. A to nie rozwiąże tak naprawdę najważniejszych problemów polskiej biurokracji.