Marksistowska teoria zamordyzmu
Robert Gwiazdowski 05.05.2018

Dlaczego niektórzy świętują tak hucznie rocznicę urodzin Marksa, choć nie świętowali okrągłych rocznic urodzin Morusa, Campanelli, Bacona, Morelly’ego, Mably’ego, Saint Simona, Fouriera czy Owena? Bo oni byli „utopistami”. Dlaczego? Z trzech powodów. Bo, po pierwsze, byli „idealistami”, a świat jest materialistyczny, po drugie krytykowali niesprawiedliwość społeczną jedynie intuicyjnie, a nie naukowo i, po trzecie, zamierzali ustanowić tę sprawiedliwość w drodze jakichś reform, a nie rewolucji.

Jak pisał Włodzimierz Ilicz Uljanow – pseudonim Lenin – są „Trzy źródła i trzy części składowe Marksizmu”. „Nauka Marksa jest wszechmocna, ponieważ jest słuszna”. A słuszna jest ponieważ „jest pełna i harmonijna, daje ludziom JEDNOLITY światopogląd. Jest ona prawowitym spadkobiercą tego, co ludzkość stworzyła najlepszego w postaci niemieckiej filozofii, angielskiej ekonomii politycznej, francuskiego socjalizmu”.

Z tej niemieckiej filozofii Marks odrzucił moralność Kanta. Po co ludziom moralność! Przyjął zaś dialektyczny determinizm Hegla – to co ma być jest zdeterminowane, a co to będzie wie „nauka”. Ci którzy się temu sprzeciwiają, sprzeciwiają się „nauce”. Z tym, że Hegel był idealistą – dialektycznie rozwijał się u niego „duch”. Marks, jak sam pisał, postawił Hegla na głowie a ściślej mówiąc odwrócił go z głowy, na której stał (czyli idealizmie) i postawił z powrotem na nogach – czyli na materializmie. Co prawda materializm w filozofii to nic nowego, ale Marks ten materializm połączył „twórczo” i „naukowo” z dialektyką.

Z kolei angielską ekonomię polityczną – czyli Smitha i Ricardo – Marks „ubogacił” twierdzeniem, że najważniejsza jest „wartość dodana” – czyli przyrost wartości dóbr, który następuje w wyniku pracy FIZYCZNEJ. O to kto będzie zawłaszczał tę wartość dodaną toczy się walka „klasowa”.

Francuski socjalizm zaś – Saint Simona i Fouriera – został przez Marsa „ubogacony” twierdzeniem, że nie może dojść do ustanowienia sprawiedliwości społecznej w drodze reform – konieczna jest rewolucja. Konieczności tej dowodzą zasady dialektyki. Prawda, że to proste?

Trochę oparł się Lenin na Fryderyku Engelsie i jego eseju „O rozwoju socjalizmu od utopii do nauki” – czyli od „komunistycznego ascetyzmu Sparty” do Marksa. Przed Marksem socjaliści krytykowali kapitalizm jedynie „intuicyjnie”, a Marks skrytykował go w sposób „naukowy”. Głównym osiągnięciem Marksa było „udowodnienie”, że myślenie jakoby socjalizm można było ustanowić w drodze reform to „utopia”. Konieczna jest do tego rewolucja.

Marks był drugim – po pewnym malarzu – niespełnionym artystą. Zaczynał od pisania wierszy, ale ówczesna „burżuazja” nie poznała się na jego talencie, gdy cytował Mefistofelesa z „Fausta” Goethego: „Wszystko, co istnieje zasługuje na zgubę” albo pisał, wcielając się w postać Boga: „będę miotał klątwy odwieczne na ludzkość”. Jego tragedia „Oulanem” miała stać się nowym „Faustem” – ale się nie stała. Więc się przerzucił na politykę. Ale w pierwotnym szkicu „Ideologii niemieckiej” pisał jeszcze poetycko: „blask płonących miast odbija się w niebiosach i gdy w harmoniach niebieskich słychać melodię Marsylianki, której towarzyszy huk dział, gdy gilotyna wybija czas, a podburzone masy wrzeszczą ca ira, wstyd powieszono na latarni”.

„Nauka” Marksa opiera się na teorii „walki klas”. Problem w tym, że nie zdefiniował Marks pojęcia „klasy społecznej”. A w swoich „działach” przedstawiał różne modele stratyfikacji społecznej, z których musiałaby wynikać inna definicja klasy. W „Manifeście komunistycznym” jest to schemat dychotomiczny. Kasy społeczne różnią się stosunkiem do środków produkcji: mają – nie mają. Ale w „Kapitale” – czyli dziele życia Marksa – pojawia się schemat funkcjonalny: klasy społeczne różnią się w nim stosunkiem do różnych środków produkcji: jedni mają ziemię, inni kapitał, inni pracę – jak u Smitha. Marks myśli tej nie dokończył, bo umarł. Ale była ona tyle niebezpieczna, że w pierwszym wydaniu III Tomu Kapitału, Engels tego ostatniego rozdziału w ogóle nie umieścił.

I jest jeszcze schemat gradacji. Który pojawia się w „Walkach klasowych we Francji” czy w „Wojnie chłopskiej w Niemczech”. W tym schemacie poza stosunkiem do środków produkcji (mają – nie mają) jest stosunek do pracy: sami pracują na swoich środkach produkcji – sami pracują i kogoś zatrudniają – sami nie pracują i zatrudniają innych. Marks w swojej „przenikliwości” zakładał, że będzie następowała polaryzacja – jedni z tych, którzy mają środki produkcji będą je tracili i będą już tylko pracowali, a inni będą mieć coraz więcej i już nie będą pracować, tylko będą zatrudniać. Historia pokazała że stało się inaczej.

Niezdefiniowanie klasy nie przeszkodziło Marksowi w stworzeniu rozbudowanej teorii „awangardy” tejże niezdefiniowanej „klasy”. A przecież wiadomo, że to właśnie awangarda jest najważniejsza. No bo sam Marks nie by klasą robotniczą, tylko jej awangardą. A „klasa robotnicza piła szampana ustami swoich przedstawicieli” – czyli awangardy właśnie. Awangardą klasy robotniczej miała być partia robotnicza. A jak zauważył Kołakowski – awangardą awangardy został Komitet Centralny, którego awangardą został Pierwszy Sekretarz. Nie ma w tym nic nielogicznego.

Cała „naukowa nowość” w dorobku Marksa to odrzucenie kantowskiego dualizmu bytu i powinności, nadanie heglowskiej dialektyce podłoża materialistycznego przejętego z kolei od jońskich filozofów przyrody i ich kontynuatorów, krytyka nierealnych – czyli „utopijnych” – pomysłów przeprowadzenia reform społecznych i uznanie bezwzględnej konieczności dokonania rewolucji – ergo wyrżnięcia „burżuazji”.

I w zasadzie na tym można skończyć całą analizę. Nowość „nauki” Marksa, to uzasadnienie planu wyrżnięcia „burżuazji”. No i jeszcze może podkreślenie roli w tym wszystkim awangardy, która dziś znów chce pić tego szampana.