Wiosna minimalna
Artur Kiełbasiński 13.02.2019

Nie lubię twardych ocen i szukam tego co łączy. Ale to co aktywiści partii Wiosna mówią o płacy minimalnej jest po prostu głupie. I jest to wersja dyplomatyczna.

 

W TOK FM Krzysztof Gawkowski z partii Wiosna przekonywał, że konieczna jest debata nad europejską płacą minimalną. Padła nawet jej wartość – 1000 euro.

Przypomnijmy – w zaokrągleniu średnie wynagrodzenie w Polsce wynosi ok. 5 tys. zł brutto. Zdaniem działacza Wiosny, trzeba się zastanowić czy płaca minimalna w ciągu kilku lat nie powinna wzrosnąć do 1 tys. euro, czyli ok. 4,3 tys. zł, czyli dwukrotnie, w stosunku do dzisiejszej stawki. 

Pomysł jest absurdalny z wielu powodów, ale zajmijmy się kilkoma najważniejszymi.

Po pierwsze, jest absurdem, aby w krajach i regionach tak zróżnicowanych jakie mamy w Unii wprowadzać na całym terytorium UE jakiekolwiek jednolite standardy wynagradzania. Czy naprawdę w najbogatszych regionach płaca minimalna może być taka jak w najbiedniejszych? Przypomnijmy fakty. West London, jest najbogatszym unijnym regionem. Średni dochód to ponad 600 proc. średniej unijnej! Ale zostawmy Londyn, który po Brexicie wypadnie z Unii. Nadal mamy skrajnie bogate Brukselę, Hamburg czy Luksemburg. A z drugiej strony mamy w Europie skrajnie biedne regiony. Aż w 21 regionach Unii dochody mieszkańców są poniżej 50 proc. średniej unijnej. Wśród tych skrajnie biednych regionów są nie tylko bułgarskie i rumuńskie ale też greckie i jeden francuski. W skrócie – w 2016 r. w Luksemburgu dochód roczny na mieszkańca wynosił ok 75 tys. euro. W najbiedniejszym regionie Bułgarii Severozapaden – to 8600 euro. I co? Wprowadzać jednolitą płacę minimalną? To ciężki absurd, gwałt na prawach ekonomii. 

Zerknijmy w te dane – we wspomnianym Severozapaden 1 tys. miesięcznej płacy minimalnej dawałoby więcej, niż realna produktywność regionu. 12 tys. euro z płacy minimalnej vs. 8,6 tys. euro wypracowywane teraz rynkowo. 

Po drugie – proponowana przez Wiosnę „równość płacy” nie uwzględnia siły nabywczej w poszczególnych krajach i regionach. Płaca minimalna w Luksemburgu oznacza biedę. W najbiedniejszych regionach większość pracowników marzyłaby o „minimalnej europejskiej”. A ta gwarantowałaby życie na naprawdę wysokim poziomie. A z drugiej strony powiedzmy wprost – tak wysoka płaca minimalna stanowiłaby barierę wejścia na rynek pracy dla tysięcy młodych lub słabiej wykształconych pracowników. Nikt ich za tysiąc euro na początek po prostu nie zatrudni. Pomysł Wiosny doprowadzi zatem do trwałego, strukturalnego bezrobocia w najbiedniejszych regionach. 

Zamiast snuć wizje o „minimalnej europejskiej” warto się raczej zastanowić, jak właśnie dywersyfikować płacę minimalną. Także w skali kraju. Różnice w sytuacji rynku pracy są w Polsce drastyczne. Najbiedniejsze jest Lubelskie (264. pozycja na 277 regionów UE), najbogatsze Mazowsze (76. pozycja w rankingu regionów). Do biednych regionów w skali Unii należą też Podlaskie i Podkarpackie A płaca minimalna w każdym wymienionym regionie jest taka sama… 

Przypomnijmy zresztą inny ważny aspekt dyskusji o płacy minimalnej. Od lat działacze Solidarności czekają na przyjęcie przepisów (projekt obywatelski) zakładający, ze minimalna ma osiągnąć 50% średniego wynagrodzenia. Już ten zapis budzi ogromne emocje – część ekonomistów uważa, że 50% to poziom zbyt wysoki. Jako optymalny podaje się poziom ok. 40% średniej. Ale dyskusja 40 czy 50% trzyma się logiki, choć budzi niepokój przedsiębiorców. Zapowiedź minimalnej na poziomie 75% średniego wynagrodzenia to absurd. I trzeba to jasno nazwać.

 

zdj. Jakub Kaczmarzyk /PAP