Marsz tysiąca tóg. A teraz czas na pomysły…
Artur Kiełbasiński 13.01.2020

Sędziowie i opozycja zamiast demonstrować „w obronie sądów” powinny napisać własny projekt ustawy czy ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości. A na razie takiej wizji nikomu nie przedstawiły i skupiają się na krytyce projektów rządzących. To droga wygodna, ale w dłuższej perspektywie pozbawiona sensu.

 

„Marsz tysiąca tóg” miał pokazać sędziowski sprzeciw wobec tzw. ustawy kagańcowej. Pokazał sprzeciw, pokazał niechęć do rządzących. Ale nie pokazał własnej wizji zmian w wymiarze sprawiedliwości. Środowisko demonstrujących prawników wolało skupić się na wezwaniach do nie głosowania na prezydenta Andrzeja Dudę, niż na przedstawieniu własnej wizji zmian w sądach. Tą samą drogą idzie od wielu miesięcy opozycja. Skupienie się na krytyce jest oczywiście łatwiejsze i bardziej medialne. Wskazując złe przepisy (a powiedzmy szczerze – nie brakuje ich, choć ich znaczenie nie jest kluczowe) łatwiej zabłysnąć w mediach, łatwiej wyrysować linie podziałów. Rzecz w tym, że komentatorzy już zwrócili uwagę, że skala poparcia dla ostatnich protestów ws. wymiaru sprawiedliwości jest względnie niewielka.

Tak długo jak środowisko sędziowskie i wspierające je opozycja nie pokaże własnych pomysłów na zmiany w wymiarze sprawiedliwości, jak długo będzie skupiać się na krytyce, tak długo protesty będą miały niewielki zasięg i będą postrzegane przez pryzmat polityki. I będą postrzegane jako problem branżowy. Opozycja będzie mówiła o obronie niezawisłości, zwolennicy reform będą przekonywali, że to obrona przywilejów „kastowych”. To dyskusja widowiskowa, ale prowadząca na manowce…

A jednocześnie protesty w obecnym kształcie zdają się sugerować, że środowisko sędziowskie jest bezkrytyczne wobec tego, jak sądy działały do tej pory. W tej sytuacji nie może ono liczyć na aktywne wsparcie większości Polaków.

Oczywiście, zawsze może się pojawić argument, że każdy projekt opozycji lub środowisk sędziowskich będzie bez szans na przejście procesu legislacyjnego. To prawda, ale cel takiego projektu byłby znacznie szerszy niż tylko jego przyjęcie. Byłoby to wskazanie, że środowiska prawnicze dostrzegają potrzebę zmian, a dyskusja o wymiarze sprawiedliwości weszłaby na zupełnie inny, wyższy poziom.

Czym powinni zająć się twórcy alternatywnego projektu? Bez trudu można wskazać kilka punktów kluczowych.

Po pierwsze, nowa organizacja systemu odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów i innych korporacji prawniczych. System obowiązujący przez lata wyjątkowo mocno chronił interesy prawników – takie przekonanie panuje w społeczeństwie. I nie chodzi tu o kary za kradzież części do wiertarki czy zabrane 50 zł. Chodzi o cały system postępowań dyscyplinarnych, z takimi problemami jak np. względna łatwość przedawniania zarzutów. W jaki sposób zorganizować ten system na nowo, aby pogodzić niezawisłość sędziowską czy specyfikę pracy adwokatów z elementarnym poczuciem sprawiedliwości – to zadanie dla opozycji i środowisk prawniczych. Niestety, taka wizja nie jest przedstawiana w dyskusjach o wymiarze sprawiedliwości.

Inna sfera do uregulowania to kwestia aktywności społecznej i politycznej sędziów. Jeszcze trwał „Marsz tysiąca tóg”, jak zwolennicy reformy sądów przypomnieli uchwałę KRS ze stycznia 2009 r. Wynika z niej jednoznacznie, że apelowanie do sędziów lub wywieranie presji środowiskowej związane z udziałem w protestach, może stanowić zagrożenie dla niezawisłości sędziowskiej. I stanowisko to należy jednoznacznie poprzeć. Problem w tym, że obecna opozycja i część środowisk sędziowskich jawnie łamie zapisy uchwały KRS, choć trzeba zaznaczyć, że jest to uchwała czyli wyraz intencji, a nie obowiązujące prawo. Jednak sprawa wymaga twardego uregulowania. Osobiście odczuwam zażenowanie, gdy w trakcie protestów ramię w ramię manifestują sędziowie i podsądni lub strony rozstrzyganych sporów. Nie umiem pogodzić się z sytuacją, gdy w „obronie sądów” manifestuje osoba będąca jeszcze niedawno oskarżoną w sprawie o wypadek samochodowy, a wyrok uniewinniający wzbudził wiele kontrowersji. I nie chodzi o moją wrażliwość estetyczną, tylko fundamentalne pytanie – czy obecność na zgromadzeniu publicznym sędziów i ewentualnych „klientów” wymiaru sprawiedliwości (nie tylko w sprawach karnych!) nie budzi wątpliwości co do ewentualnego rozstrzygnięcia sporu. Wolałbym, aby sędziowie byli w naturalny sposób „izolowani” (proszę tego słowa nie odczytywać negatywnie) od uczestników postępowań sądowych. I oczekuję, że odpowiedź na pytanie jak uregulować tę sprawę także zaproponują środowiska sędziowskie i/lub opozycja.

Kolejnym aspektem do wyjaśnienia jest organizacja wewnętrzna sądów. Dyskusja o roli prezesów, przewodniczących wydziałów w kontekście egzekwowania obowiązków sędziów zawsze będzie budziła wątpliwości – ile można wymóc w drodze administracyjnego nadzoru, gdzie zaczyna się ingerencja w niezawisłość sędziowską. Dyskusje o wymiarze sprawiedliwości w tym zakresie usiłowano sprowadzić do debaty o losowaniu przydziału spraw w sądach. Brakuje dyskusji – o zakresach kontroli, wpływie na organizację pracy w sądach, możliwości dyscyplinowania sędziów w przypadku spraw prowadzonych wyjątkowo długo (oczywiście w sytuacja zwłoki nieuzasadnionej okolicznościami obiektywnymi).

Osobną kwestią, nie związaną bezpośrednio z obecnymi protestami, jest kwestia organizacji wymiaru sprawiedliwości na poziomie fundamentalnym. Nie ma praktycznie dyskusji o udziale „czynnika społecznego” w sądach. Tę kwestię postrzega się z reguły przez pryzmat udziału ławników w sprawach sądowych. Ale dyskusja powinna iść dalej. W wielu krajach znakomicie sprawdza się instytucja sędziów pokoju. To osoby pochodzące np. z wyboru, a mające za zadanie rozstrzyganie (często w trybie odformalizowanym) najprostszych spraw – porządkowych, ale też cywilnych, w których wartość przedmiotu sporu jest niewielka. Sędziowie pokoju każdorazowo wybierani są z grona mieszkańców. To przesądza o ich rozpoznawalności i poprawia społeczny odbiór wymiaru sprawiedliwości. Problem w tym, że każda próba dyskusji o sędziach pokoju spotyka się z krytyką samego pomysłu. Zajęcie jednoznacznego stanowiska przez opozycję i środowiska sędziowskie w tej sprawie – byłoby cennym wkładem do dyskusji.

Te zagadnienia to czubek góry lodowej, najogólniejszy zarys problemów. W tle czekają kolejne – systemy wynagrodzeń, systemy awansu zawodowego, zasady organizacji pracy tzw. małych sądów.
Ale też kwestie proceduralne, związane z prowadzeniem procesów – takie jak kwestie doręczeń, powoływanie biegłych, koszty procesów. Oczekuję od opozycji i protestujących sędziów nie tylko krytyki obecnych zmian i propozycji zgłaszanych przez obecną władzę, ale pokazania własnej wizji funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. I poważnej debaty o kierunkach zmian. Bo utrzymywanie dotychczasowego systemu na dłuższą metę nie ma specjalnego uzasadnienia.